Polacy znów kupują więcej nowych samochodów. Tylko co właściwie kupujemy?
Polski rynek nowych aut urósł po ośmiu miesiącach 2026 roku o 9,5 proc. Hybrydy dominują, chińskie marki biją rekordy, a elektryki w sierpniu mocno zwolniły. Sprawdzamy, jak naprawdę zmienia się polski klient.
Polski rynek nowych samochodów ma za sobą całkiem dobre osiem miesięcy.
Do końca sierpnia 2026 roku zarejestrowano 414 143 nowe auta osobowe, czyli o 9,5 proc. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Sam sierpień przyniósł 45 907 rejestracji i wzrost o 8,1 proc. rok do roku. Jeśli doliczyć lekkie samochody dostawcze, cały rynek przekroczył po ośmiu miesiącach 463 tys. pojazdów i był o prawie 10 proc. większy niż rok wcześniej. 1
Można więc napisać:
Polacy kupują więcej samochodów.
I zakończyć depeszę.
Tylko że właśnie pod tą prostą informacją dzieją się rzeczy znacznie ciekawsze.
Bo polski klient nie kupuje już takiego samego samochodu jak pięć czy dziesięć lat temu.
Zmienia się napęd.
Zmienia się pochodzenie marki.
Zmienia się sposób finansowania.
Zmienia się nawet to, kogo właściwie nazywamy klientem, bo dwie trzecie nowych samochodów nadal rejestrują firmy.
A najszybciej rosną nie te kategorie, które jeszcze kilka lat temu wskazywano jako oczywistą przyszłość rynku.
Jeżeli więc chcemy zrozumieć polską motoryzację w 2026 roku, sama liczba 414 tysięcy mówi zdecydowanie za mało.
Najpierw ważne sprostowanie: „Polacy kupują” nie znaczy „Kowalscy kupują”
W sierpniu 66,6 proc. nowych samochodów osobowych zarejestrowały firmy, a klienci indywidualni odpowiadali za 33,4 proc. rynku. IBRM Samar zwraca dodatkowo uwagę, że realny udział biznesu jest zapewne jeszcze wyższy, ponieważ osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą mogą być w CEPiK klasyfikowane razem z osobami fizycznymi. 2
To fundamentalna cecha polskiego rynku.
Kiedy mówimy o „najpopularniejszych samochodach Polaków”, bardzo często mówimy tak naprawdę o:
flotach,
leasingu,
wynajmie,
JDG,
samochodach managerskich,
firmowych politykach flotowych
i decyzjach zakupowych podejmowanych nie tylko przez kierowcę, ale także przez księgowość.
To ma ogromne znaczenie dla tego, jakie auta wygrywają.
Cena katalogowa jest ważna, ale równie istotne są rata leasingu, przewidywana wartość po trzech latach, koszty serwisu, spalanie, dostępność samochodu i polityka rabatowa producenta.
Dlatego polski rynek często premiuje samochody niekoniecznie najbardziej emocjonujące, ale bardzo dobrze policzone.
Niespodzianka:
księgowość rzadko wybiera auto na podstawie dźwięku wydechu.
Toyota nadal na pierwszym miejscu. Corolla również
W sierpniu liderem marek ponownie była Toyota z wynikiem 6523 rejestracji i 14,2 proc. udziału. Za nią znalazły się Volkswagen i Škoda.
Najczęściej rejestrowanym samochodem była Toyota Corolla z wynikiem 2031 egzemplarzy, a dalej Kia Sportage i Škoda Octavia. Corolla prowadzi również w zestawieniu od początku roku. 1
Brzmi znajomo.
I właśnie to jest ciekawe.
Rynek przeżywa ogromną technologiczną transformację, a najpopularniejszym nowym samochodem w Polsce pozostaje Corolla.
Nie 700-konny elektryk.
Nie crossover z Chin mający trzy ekrany.
Nie futurystyczny pojazd definiowany przez software.
Corolla.
Model będący niemal definicją motoryzacyjnego środka ciężkości.
Dobrze znany.
Przewidywalny.
Popularny we flotach.
Dostępny jako hybryda.
Z mocną siecią sprzedaży i rynkiem wtórnym.
Możemy godzinami dyskutować o tym, dokąd zmierza motoryzacja.
Rynek odpowiada:
na razie do salonu Toyoty.
Ale właśnie pod maską tej Toyoty widać największą zmianę
Najważniejszą historią polskiego rynku nie jest dziś sama marka.
Jest nią hybrydyzacja.
W sierpniu zarejestrowano 11 796 klasycznych hybryd HEV oraz 10 581 miękkich hybryd MHEV. Łącznie te dwie kategorie odpowiadały za niemal połowę całego rynku nowych samochodów osobowych. 1
Do tego dochodzi 4575 hybryd plug-in, których liczba wzrosła aż o 85,1 proc. rok do roku. 1
To jest moment, w którym słowo „hybryda” właściwie przestaje oznaczać konkretny typ samochodu.
Pod jednym określeniem mieszczą się dzisiaj bardzo różne konstrukcje:
mild hybrid, który przede wszystkim pomaga silnikowi spalinowemu,
klasyczna pełna hybryda,
plug-in mogący przejechać kilkadziesiąt albo ponad sto kilometrów na prądzie,
a nawet konstrukcje takie jak nowy Bigster, w którym elektryczny silnik obsługuje oddzielnie tylną oś.
Dla klienta efekt jest jednak prostszy.
Silnik spalinowy nie znika.
Dostaje coraz więcej elektrycznej pomocy.
I właśnie tak w 2026 roku wygląda główny nurt polskiej elektryfikacji.
Nie jak rewolucja.
Raczej jak stopniowe dokładanie przewodów do rzeczy, które już znamy.
A pełne elektryki zrobiły w sierpniu coś dokładnie odwrotnego
W sierpniu zarejestrowano około 2189 nowych BEV, czyli samochodów w pełni elektrycznych. To spadek o prawie 34 proc. rok do roku. Ich udział w rynku znalazł się na poziomie niespełna 5 proc. 1
Warto uważać z wyciąganiem z jednego miesiąca wielkich wniosków o śmierci elektromobilności.
Rynek BEV jest szczególnie podatny na programy dopłat, zmiany podatkowe, dostępność konkretnych modeli oraz momenty, w których duże floty rejestrują auta.
Ale kontrast jest wyraźny.
PHEV +85 proc.
BEV około -34 proc.
Klient najwyraźniej bardzo chętnie kupuje elektryfikację.
Po prostu nie zawsze chce kupować ją bez silnika spalinowego.
To dobrze pasuje do zmian, które widzimy u producentów.
Volvo ponownie mocno inwestuje w długozasięgowe hybrydy plug-in.
Dacia łączy LPG, benzynę i prąd.
Porsche wydłuża życie napędów spalinowych i hybrydowych.
Wiele firm, które jeszcze kilka lat temu prezentowały transformację jako dość prostą linię prowadzącą do pełnego EV, dzisiaj mówi raczej o elastyczności napędowej.
Rynek polski pokazuje, dlaczego.
Diesel nie umarł. Po prostu przeniósł się do niewielkiego pokoju na końcu korytarza
Samochody z klasycznym silnikiem wysokoprężnym miały w sierpniu tylko 5,6 proc. rynku. Benzyna bez dodatkowych form hybrydyzacji odpowiadała za 28 proc. rejestracji. 1
Jeżeli ktoś pamięta polskie parkingi sprzed piętnastu lat, ta liczba robi wrażenie.
Diesel był kiedyś niemal oczywistym wyborem dla rodzinnego samochodu, auta flotowego czy SUV-a.
„Ile pali?” oznaczało często:
„Ile pali diesel?”
Dzisiaj kupienie nowego diesla stało się decyzją znacznie bardziej wyspecjalizowaną.
Ma nadal sens przy dużych przebiegach.
W dużych samochodach.
Na autostradzie.
W pewnych zastosowaniach flotowych.
Ale przestał być odpowiedzią domyślną.
W tym sensie największa rewolucja napędowa już się wydarzyła.
Tylko nie polegała na tym, że wszyscy kupili elektryki.
Polegała na tym, że diesel przestał być normalnością.
A potem przyjechali Chińczycy
Jeżeli natomiast szukamy jednej liczby pokazującej największą zmianę po stronie marek, jest nią:
15,9 proc.
Taki udział w rynku nowych samochodów osobowych osiągnęli w sierpniu 2026 roku producenci chińscy. Jeszcze w lipcu było to 15,5 proc., a sierpniowy wynik ustanowił kolejny rekord. Nowym liderem tej grupy został BYD. 2
Prawie jeden samochód na sześć.
W Polsce.
W 2026 roku.
Jeszcze niedawno dyskusja brzmiała:
„Czy Polacy będą chcieli kupować chińskie auta?”
Możemy chyba uznać, że przynajmniej część rynku odpowiedziała.
Teraz ciekawsze jest pytanie:
które chińskie marki zostaną z nami na stałe?
Bo 15,9 proc. rozkłada się na rosnącą liczbę producentów.
BYD.
MG.
Omoda.
Jaecoo.
Leapmotor.
Geely.
XPeng.
Changan.
I kolejne nazwy, których europejski klient dopiero się uczy.
Nie wszyscy wygrają.
Niektórzy znikną.
Niektórzy połączą się.
Niektórzy odkryją, że dobra cena nie rozwiązuje problemu wartości rezydualnej czy serwisu.
Ale te 15,9 proc. oznacza już coś bardzo konkretnego dla Toyoty, Volkswagena, Škody, Kii, Hyundaia czy Renault.
Chiński samochód przestał być ciekawostką prasową.
Stał się pozycją w miesięcznym raporcie sprzedaży, której nie da się pominąć.
I prawdopodobnie dlatego samochody zaczynają znów tanieć
Przez kilka poprzednich lat klient przyzwyczaił się do jednej reguły:
nowy rocznik = nowa cena.
Zazwyczaj wyższa.
Braki produkcyjne, pandemia, problemy z półprzewodnikami, inflacja i rosnące koszty sprawiły, że producenci mieli ogromną siłę cenową.
W 2026 roku zaczyna się dziać coś innego.
IBRM Samar wskazuje na coraz mocniejszą ofensywę rabatową marek azjatyckich, agresywne promocje oraz repozycjonowanie cen samochodów hybrydowych i elektrycznych. 3
To oczywiście nie oznacza powrotu do czasów nowego kompaktu za 59 900 zł.
Te czasy raczej nie wrócą.
Ale po raz pierwszy od dawna producenci zaczynają mieć problem odwrotny niż brak samochodów.
Muszą przekonać klienta, dlaczego powinien wybrać właśnie ich produkt.
Konkurencja cenowa wróciła.
I bardzo dobrze.
Rynek bez presji cenowej jest znakomity dla producenta.
Dla klienta trochę mniej.
Premium także rośnie, tylko wolniej
W sierpniu marki popularne zarejestrowały 35 675 samochodów, o 9,2 proc. więcej niż rok wcześniej.
Segment premium osiągnął 10 232 rejestracje, rosnąc o 4,5 proc. 1
Czyli mniej więcej co piąty nowy samochód w Polsce pochodził z segmentu premium.
To również ciekawy obraz rynku.
Z jednej strony mówimy o presji cenowej, kosztach i rosnącej popularności marek value.
Z drugiej ponad dziesięć tysięcy aut premium w jednym wakacyjnym miesiącu.
Polski rynek dawno przestał być rynkiem zdominowanym przez najtańsze wersje małych samochodów.
Rosną firmy.
Rosną leasingi.
Rosną SUV-y.
Rosła przez lata zamożność klientów.
I dlatego BMW za 300 tys. zł i MG za 120 tys. mogą rosnąć na tym samym rynku jednocześnie.
To nie jest sprzeczność.
To segmentacja.
Wakacje przestały być martwym sezonem
Samar zwraca uwagę na jeszcze jeden interesujący wynik.
Łącznie w lipcu i sierpniu 2026 roku po raz pierwszy w historii analiz przekroczono 100 tys. rejestracji samochodów osobowych i lekkich dostawczych w dwóch wakacyjnych miesiącach. 2
To może wyglądać jak ciekawostka statystyczna.
Ale rynek samochodowy przez lata miał bardzo wyraźną sezonowość.
Koniec roku.
Cele flotowe.
Wyprzedaże rocznika.
Pierwszy kwartał.
Wakacje były spokojniejsze.
Jeżeli lipiec i sierpień zaczynają przynosić rekordy, oznacza to nie tylko większą skalę rynku, ale również coraz bardziej równomierny popyt.
I zapewne bardziej agresywną walkę producentów o klienta przez cały rok.
Dla portalu motoryzacyjnego oznacza to coś przyjemnego.
„Sezon ogórkowy” w motoryzacji robi się coraz mniej ogórkowy.
Najciekawszy polski klient 2026 roku nie jest ani „elektryczny”, ani „spalinowy”
Jest pragmatyczny.
To słowo dobrze tłumaczy większość liczb.
Toyota Corolla.
Kia Sportage.
Škoda Octavia.
Hybrydy.
PHEV.
Rosnące chińskie marki.
Duży udział firm.
Spadająca rola diesla.
Samochód elektryczny jest kupowany wtedy, kiedy układ ekonomiczny i użytkowy się zgadza.
Hybryda wtedy, kiedy daje mniejsze spalanie bez zmiany codziennych nawyków.
Chińskie auto wtedy, kiedy relacja ceny do wyposażenia okazuje się wystarczająco przekonująca.
Toyota wtedy, kiedy klient kupuje spokój.
Nie widzę tutaj wielkiej ideologii.
Widzę kalkulator.
I prawdopodobnie dlatego polski rynek może być dla producentów wyjątkowo wymagający.
Bo klient ma dziś więcej punktów odniesienia niż kiedykolwiek
Kiedyś kupujący kompakt porównywał Golfa z Astrą, Focusem, Corollą i może jeszcze Megane.
Dzisiaj człowiek wchodzący na rynek ze 150 tys. zł może zestawić:
hybrydową Toyotę,
dużą Dacię,
chińskiego SUV-a,
europejski kompakt,
małego elektryka,
używane premium,
nowe premium w finansowaniu,
albo samochód subskrypcyjny.
Kategorie zaczęły się nakładać.
To fatalna wiadomość dla działów marketingu przyzwyczajonych do analizowania wyłącznie „bezpośrednich konkurentów”.
Klient nie ma obowiązku znać segmentów.
Klient ma pieniądze.
I zastanawia się, co za nie dostanie.
2026 może więc być rokiem, w którym rynek znów zacznie należeć bardziej do kupującego
Nie dlatego, że samochody stały się tanie.
Nie stały się.
Nie dlatego, że skończyły się problemy europejskiej motoryzacji.
Nie skończyły się.
Ale podaż jest duża.
Marek jest więcej.
Chińczycy rosną.
Rabaty wracają.
Hybryd jest mnóstwo.
PHEV-y zaczynają mieć realne elektryczne zasięgi.
Producenci tradycyjni są pod presją.
I właśnie wtedy zaczyna się najlepsza sytuacja dla klienta:
firmy muszą konkurować.
Nie tylko dostępnością.
Nie tylko logotypem.
Produktem.
Ceną.
Finansowaniem.
Gwarancją.
Serwisem.
Technologią.
Co więc właściwie kupujemy?
Po pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku odpowiedź brzmi mniej więcej tak:
Coraz więcej samochodów.
Coraz częściej zelektryfikowanych, ale niekoniecznie całkowicie elektrycznych.
Coraz częściej chińskich.
Nadal głównie kupowanych przez biznes.
Nadal z Toyotą na pierwszym miejscu.
I coraz bardziej w warunkach, w których producent musi uzasadnić cenę.
To jest chyba najciekawsza zmiana.
Przez ostatnich kilka lat pytaliśmy przede wszystkim:
„Ile jeszcze podrożeją auta?”
Teraz coraz częściej możemy pytać:
„Co dostanę za te pieniądze?”
Drobna różnica językowa.
Ogromna różnica rynkowa.
AUTOMETR / POLSKA W PIĘCIU LICZBACH
414 143: tyle nowych samochodów osobowych zarejestrowano od stycznia do sierpnia 2026 roku, o 9,5 proc. więcej niż rok wcześniej. 1
66,6 proc.: udział firm w sierpniowych rejestracjach aut osobowych; faktyczny udział biznesu może być jeszcze większy z uwagi na sposób klasyfikacji JDG. 2
15,9 proc.: rekordowy udział chińskich marek w sierpniu. 2
+85,1 proc.: wzrost rejestracji hybryd plug-in rok do roku w sierpniu. 1
-33,8 proc.: spadek rejestracji BEV w tym samym miesiącu. 1
VIDEO, II TURA
Tutaj zrobiłbym miesięczny format, który można naprawdę długo prowadzić:
„Polski rynek w 90 sekund”
Nie czytamy tabeli. Co miesiąc wybieramy pięć zmian, które coś znaczą: marka, model, napęd, Chiny, cena. Dzięki temu NA LICZNIKU dostaje własny szybki format video, a dane z czasem zbudują bardzo dobrą serię archiwalną.
LINKOWANIE WEWNĘTRZNE
Łączymy z „Chińskie marki mają już 9 proc. rynku UE”, „Samochód za 150 tys. zł”, materiałem o chińskich fabrykach w Europie, Dacia Bigster / Werdykt, przyszłym AUTOMETR RYNEK oraz comiesięcznym monitoringiem polskich rejestracji.
Źródła
- Sierpień 2026r. / Rok 2026 / OSOBOWE i DOSTAWCZE / Rejestracje Pojazdów / Rynek motoryzacyjny / Strona główna – Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego
- Rejestracje samochodów osobowych i dostawczych w sierpniu 2026 roku | Samar.pl
- Analiza polityki cenowej na polskim rynku nowych samochodów – sierpień 2026 r. | Samar.pl
O autorze
Tomasz WypychOd dwudziestu lat opisuje motoryzację z perspektywy kierowcy, a nie tabeli z danymi. Prywatnie broni ręcznej skrzyni biegów.
Wszystkie teksty autora