Przykładowa kreacja, baner nad hero
Reklama

Najpiękniejsze drogi Europy. Pięć tras, na których nie chodzi o czas przejazdu

Grossglockner, Furka, Stelvio, Route des Grandes Alpes i Nockalmstraße. Pięć europejskich dróg, na których nawigacja powinna przestać szukać najszybszej trasy.

Artur Jastrzębski 27 września 2026, 11 min czytania
f x @
Fot. Damian Morys from New York City, United States, Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Google Maps ma pewną cechę, która w większości sytuacji jest fantastyczna.

Próbuje doprowadzić człowieka do celu możliwie szybko.

Wie o korkach.

Wypadkach.

Robotach drogowych.

Objazdach.

Potrafi oszczędzić czternaście minut, prowadząc nas przez osiedle, na którym po trzecim progu zwalniającym zaczynamy się zastanawiać, czy te czternaście minut rzeczywiście było tak cenne.

Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy szybkość dotarcia przestaje być celem podróży.

Nawigacja widzi drogę wijącą się przez góry i mówi:

„Mam lepszy pomysł. Tunel.”

Człowiek patrzy na mapę i odpowiada:

„Właśnie dlatego niczego nie rozumiesz.”

Bo istnieją drogi, których funkcją nie jest połączenie punktu A z punktem B.

Oczywiście formalnie dokładnie to robią.

Ale jeśli potraktujemy je wyłącznie jako infrastrukturę transportową, równie dobrze możemy wejść do Luwru tylko dlatego, że po drugiej stronie budynku znajduje się wyjście.

Dobra droga potrafi być celem sama w sobie.

Nie dlatego, że można po niej jechać najszybciej.

Czasem wręcz przeciwnie.

Dlatego wybrałem pięć europejskich tras, na które nie zabierałbym stopera, tabeli przyspieszeń ani szczególnie ambitnego planu dnia.

Zabrałbym samochód, z którego chce się patrzeć przez przednią szybę.

I czas.

Dużo ważniejszy niż moc.

Grossglockner Hochalpenstraße. Austria zrobiła drogę widokową tak poważnie, jakby budowała operę

Jeżeli ktoś chce zrozumieć różnicę pomiędzy drogą przez góry a drogą zaprojektowaną jako doświadczenie gór, Grossglockner jest świetnym miejscem na początek.

48 kilometrów przez Wysokie Taury.

Punkty widokowe.

Alpejskie łąki.

Śnieg, nawet kiedy niżej człowiek zastanawia się, dlaczego nie wziął krótkich spodenek.

Odgałęzienie prowadzące do Kaiser-Franz-Josefs-Höhe i widoku w kierunku Grossglocknera oraz lodowca Pasterze.

Edelweiss-Spitze na wysokości 2571 metrów.

W 2026 roku cała droga została otwarta już 25 kwietnia, a standardowo sezon trwa od wiosny do początku listopada, zależnie od warunków pogodowych. Sama przeprawa jest płatna. W sezonie 2026 jednodniowy bilet dla samochodu kosztuje 46,50 euro, dla auta w pełni elektrycznego 40 euro. 1

Prawie pięćdziesiąt euro za przejazd drogą może na początku brzmieć jak pomysł człowieka, który właśnie odkrył monetyzację asfaltu.

Dopóki się tam nie pojedzie.

Grossglockner nie działa jak zwykła droga z bramką opłat. Bardziej przypomina park krajobrazowy, w którym przypadkiem głównym środkiem zwiedzania jest samochód.

I właśnie dlatego nie jechałbym tam po to, żeby „zaliczyć przełęcz”.

To jedna z tych tras, na których bardzo szybko trzeba oduczyć się nawyku:

zakręt, gaz, kolejny zakręt, dalej.

Zatrzymać się.

Wyjść.

Popatrzeć.

Przejść kilkaset metrów.

Wypić kawę.

Po godzinie pojechać dalej.

Jeżeli ktoś pokona Grossglockner jak najszybciej, technicznie wykorzysta drogę dokładnie zgodnie z przepisami ruchu.

Praktycznie trochę ją zmarnuje.

Jakim samochodem?

Wbrew odruchowi niekoniecznie supersamochodem.

Wybrałbym coś stosunkowo kompaktowego, z dobrym widokiem z kabiny i zawieszeniem, które nie traktuje każdej nierówności jak osobistej zniewagi.

Roadster będzie świetny.

Dobre GT też.

Klasyk prawdopodobnie jeszcze bardziej, szczególnie jeśli potrafi jechać 70 km/h w sposób ciekawszy niż współczesny samochód przy 170.

Grossglockner jest drogą, na której 300 dodatkowych koni ma znacznie mniejsze znaczenie niż dach, który można złożyć.

Furka Pass. James Bond, lodowiec i droga, która wygląda, jakby ktoś narysował ją ołówkiem na skale

Szwajcaria generalnie wygląda tak, jakby całe państwo przeszło odbiór techniczny pięć minut przed naszym przyjazdem.

Trawa jest przycięta.

Pociąg jest punktualny.

Tunel jest czysty.

Krowa ma dzwonek.

I nagle pojawia się Furka.

Droga przez Alpy Uri i Valais, prowadząca pomiędzy Realp i Oberwald, wspina się na 2429 metrów. Jest zwykle dostępna od czerwca do października, w zależności od śniegu. To właśnie tutaj kręcono sceny „Goldfingera” z Seanem Connerym, a jednym z najbardziej charakterystycznych punktów pozostaje stojący przy serpentynie dawny Hotel Belvédère, obok lodowca Rodanu. 2

Są drogi efektowne z powodu liczby zakrętów.

Furka jest efektowna przez położenie.

Człowiek jedzie po półce przyklejonej do zbocza, a krajobraz za każdym kolejnym zakrętem wygląda jak tapeta stworzona przez kogoś, kto przesadził z suwakiem „dramatyczność”.

Do tego dochodzi świadomość, że niektóre z tych kadrów znamy z kina.

Można oczywiście kupić Aston Martina.

Ale taniej będzie wykorzystać wyobraźnię.

Choć Aston niewątpliwie pomaga.

Dlaczego właśnie tutaj tempo ma jeszcze mniej znaczenia?

Bo Furka nie jest torem.

Jest wąska.

Widoczność zmienia się szybko.

Pojawiają się rowerzyści, motocykle, kampery i ludzie, którzy właśnie zobaczyli góry i trochę zapomnieli, że nadal uczestniczą w ruchu drogowym.

Największym błędem byłoby więc pojechać tam z nastawieniem na „sportową jazdę po przełęczy”.

To jest miejsce do płynnej jazdy.

Taki rodzaj drogi, na której zaczyna się rozumieć, dlaczego dobry samochód nie musi być najszybszy.

Ma mieć hamulec, któremu ufamy.

Kierownicę, która coś mówi.

Silnik reagujący wtedy, kiedy chcemy.

I rozmiar, który nie sprawia, że każde spotkanie z kamperem staje się negocjacją terytorialną.

Stelvio. Droga, której zdjęcie prawdopodobnie widziałeś wcześniej niż samą drogę

Są serpentyny.

I jest Stelvio.

Od strony Prato allo Stelvio do przełęczy prowadzi 48 ciasnych nawrotów, a szczyt znajduje się na wysokości około 2757-2758 metrów. Droga należy do najwyżej położonych przełęczy w Alpach i łączy Południowy Tyrol z Lombardią. Wysokogórski charakter oznacza sezonowość, zimowe zamknięcie może trwać od listopada nawet do czerwca, dlatego przed wyjazdem trzeba sprawdzać aktualny stan drogi. 3

Widok z góry na serię nawrotów jest niemal absurdalny.

Droga wygląda jak kabel, który ktoś próbował bardzo starannie ułożyć w za małym pudełku.

To jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc motoryzacyjnej Europy.

I chyba właśnie dlatego warto pojechać tam z prawidłowo ustawionymi oczekiwaniami.

Stelvio nie jest sekretną drogą, którą odkrywamy sami o świcie.

Ludzie wiedzą, że istnieje.

Motocykliści wiedzą.

Rowerzyści wiedzą szczególnie dobrze.

Kampery też dostały wiadomość.

W popularnym terminie możemy spędzić sporo czasu na podziwianiu tylnej części Fiata Ducato.

Nadal warto.

Bo Stelvio nie jest dobre dlatego, że zapewnia idealną pustą sekwencję zakrętów.

Jest dobre dlatego, że jest Stelvio.

Krajobraz, wysokość, historia, ściana serpentyn i to lekkie poczucie absurdu związane z faktem, że ktoś kiedyś spojrzał na tę górę i uznał:

„Tak. Tędy poprowadzimy drogę.”

Samochód, który chciałbym tam mieć?

Coś małego.

Naprawdę.

Nie potrzebuję 2,1 metra szerokości i 650 KM.

Alpine A110.

MX-5.

Starsze 911.

Caterham, jeśli prognoza pogody wygląda wyjątkowo optymistycznie, a właściciel jest bardziej odporny na niewygodę niż ja.

Stelvio jest kolejnym dowodem, że w górach masa i gabaryt potrafią mieć większe znaczenie niż moc.

Na prostej 600 KM robi przedstawienie.

W ciasnym nawrocie często najbardziej cieszy 1100 kilogramów.

Route des Grandes Alpes. Nie droga. Cały sezon serialu

Jeżeli Grossglockner jest filmem, Route des Grandes Alpes jest serialem, którego nie powinno się binge’ować w jeden wieczór.

Trasa prowadzi pomiędzy Jeziorem Genewskim i Morzem Śródziemnym, przez francuskie Alpy, łącząc kolejne przełęcze. Oficjalna główna trasa ma około 720 kilometrów, a warianty mogą wydłużyć ją do około 890 km. 4

I to kompletnie zmienia charakter podróży.

Nie przyjeżdżamy na jedną słynną drogę.

Przez kilka dni żyjemy w drodze.

Col des Aravis.

Col du Télégraphe.

Galibier.

Izoard.

Col de la Cayolle albo alternatywne odcinki, zależnie od wybranej wersji i dostępności przełęczy.

Miejscowości.

Hotele.

Kawiarnie.

Tankowanie.

Zmiana pogody.

Rano 12 stopni i mgła.

Po południu znacznie cieplej.

Na końcu Morze Śródziemne.

To jest forma podróży, dla której samochód GT został właściwie wynaleziony.

Nie chodzi o jedną perfekcyjną godzinę jazdy.

Chodzi o to, żeby po trzech dniach nadal lubić samochód.

Fotel zaczyna wtedy znaczyć więcej niż moc.

Bagażnik więcej niż launch control.

Zasięg więcej niż maksymalna prędkość.

Klimatyzacja więcej niż tryb Race.

I nagle rozumiemy, że dobry samochód do podróży jest bardzo skomplikowaną równowagą rzeczy pozornie nudnych.

To byłaby moja pierwsza długa trasa dla Autometr

Nie wyjazd prasowy.

Nie hotel wybrany przez producenta.

Nie odcinek poprowadzony tak, żeby asfalt był idealny i fotograf zdążył przed zachodem słońca.

Normalna podróż.

Bagaż.

Kilka dni.

Noclegi.

Deszcz, jeśli będzie.

Korek, jeśli będzie.

Złe jedzenie na stacji, jeśli życie uzna, że należy się nam pełna autentyczność.

Właśnie wtedy samochód zaczyna mówić o sobie dużo więcej niż podczas dwugodzinnej premiery.

Jeśli po 700 kilometrach pięknych dróg najbardziej pamiętamy irytujący system utrzymania pasa i fotel bolący w połowie pleców, to też jest część testu.

Może nawet ważniejsza niż maksymalne przeciążenie boczne.

Nockalmstraße. 52 zakręty, które nie próbują niczego udowodnić

Na koniec droga trochę mniej oczywista.

I być może właśnie dlatego jedna z tych, na które pojechałbym najchętniej.

Nockalmstraße w Karyntii ma około 34 kilometrów i 52 zakręty, lokalnie nazywane „Reidn”. Prowadzi pomiędzy Innerkrems i Ebene Reichenau przez krajobraz Nockberge Biosphere Reserve. Najwyższy punkt trasy, Eisentalhöhe, znajduje się na wysokości około 2042 metrów. Droga jest sezonowa, w 2026 roku została otwarta 1 maja i zwykle pozostaje przejezdna do końca października. 5

I bardzo podoba mi się sposób, w jaki sami Austriacy opisują ją na oficjalnej stronie poświęconej klasykom:

liczy się przyjemność, nie prędkość. 6

Właściwie mógłbym na tym zakończyć.

Nockalm nie ma dramatyzmu Stelvio.

Nie ma Jamesa Bonda Furki.

Nie ma skali Route des Grandes Alpes.

Nie ma monumentalności Grossglocknera.

Ma za to 34 kilometry drogi wijącej się przez łagodniejszy, zielony krajobraz, która nie próbuje przez cały czas zmuszać człowieka do wyciągania telefonu i fotografowania własnego samochodu na tle majestatu natury.

Można po prostu jechać.

Zakręt.

Prosta.

Łąka.

Kolejny zakręt.

Las.

Góry.

I znowu.

To może być najbardziej niedoceniany rodzaj przyjemności.

Tu pojechałbym klasykiem

Nie drogim klasykiem, którego właściciel boi się chmur.

Czymś używalnym.

Starszym BMW.

Saabem.

Mercedesem.

MX-5.

Porsche 944.

Samochodem, w którym przejazd 34 kilometrów przy legalnych prędkościach nadal jest wydarzeniem.

Nockalm ma zresztą łagodniejsze nachylenia i profil, który oficjalnie promowany jest także właśnie jako dobry kierunek dla oldtimerów i youngtimerów. 6

I nagle zaczyna się robić jasne, że najlepsza droga niekoniecznie wymaga najlepszego samochodu.

Potrzebuje właściwego.

Czego nie zabrałbym na żadną z nich?

Harmonogramu.

Takiego naprawdę napiętego.

„Grossglockner 9:15-11:10, zdjęcia 11:10-11:25, lunch 12:05, Furka 15:40.”

Nie.

W górach pogoda zmienia się dlatego, że może.

Droga może być zamknięta.

Może pojawić się korek.

Kamper.

Rowerzyści.

Stado krów.

Widok, przy którym po prostu chcemy zostać pół godziny.

Jeśli wyjazd samochodowy ma być rozliczany jak delegacja handlowca, lepiej polecieć samolotem.

Druga rzecz, której nie zabrałbym, to obsesja na punkcie średniej prędkości.

Na tych drogach nie chodzi o to, żeby udowodnić, że jesteśmy szybcy.

Ktoś zawsze będzie szybszy.

Czasem będzie miał motocykl.

Czasem lokalne tablice rejestracyjne.

Czasem po prostu znacznie mniej wyobraźni.

Nie ścigamy się.

Jedziemy.

To naprawdę nie jest to samo.

Najlepszy samochód na najpiękniejszą drogę Europy też nie istnieje

I bardzo dobrze.

Na Route des Grandes Alpes chciałbym dobre GT.

Na Stelvio coś małego i lekkiego.

Na Nockalm klasyka.

Grossglockner kusi roadsterem.

Na Furce chyba rzeczywiście Astonem, ale to bardziej problem wynikający z filmów niż obiektywnej analizy potrzeb transportowych.

Jednego dnia najlepszym autem będzie Porsche 911.

Innego MX-5.

Jeszcze innego wygodne kombi, którym przyjechaliśmy z Polski 900 kilometrów i nie potrzebujemy po dotarciu masażysty.

Samochód powinien pasować do drogi.

Nie cena do zdjęcia na Instagramie.

I może właśnie dlatego takie miejsca będą coraz ważniejsze

Samochody stają się coraz bardziej podobne w tym, co potrafią.

Coraz szybsze.

Cichsze.

Bezpieczniejsze.

Bardziej cyfrowe.

Elektryk potrafi mieć 600 KM bez większego wysiłku.

SUV może pokonywać zakręty w tempie, przy którym fizyka wygląda na lekko urażoną.

System może sam utrzymywać pas, dystans i prędkość.

Technologia odbiera prowadzeniu coraz więcej wysiłku.

Co w codziennym życiu jest fantastyczne.

Ale właśnie przez to miejsce, w którym jedziemy, zaczyna mieć większe znaczenie.

Bo jeśli droga do pracy ma być jak najłatwiejsza, droga w sobotę może być czymś dokładnie przeciwnym.

Może wymagać uwagi.

Zmiany biegów.

Hamowania.

Patrzenia daleko przed siebie.

Wybierania linii.

I przede wszystkim może prowadzić gdzieś, gdzie sam przejazd jest wystarczającym powodem, żeby wstać rano.

Pięć tras? Tak naprawdę chodzi o jeden rodzaj podróży

Grossglockner.

Furka.

Stelvio.

Route des Grandes Alpes.

Nockalm.

Są różne, ale łączy je jedna rzecz.

Najszybsza trasa prawie zawsze istnieje gdzieś obok.

Tunel.

Autostrada.

Droga ekspresowa.

Objazd doliną.

Nawigacja chętnie go zaproponuje.

I bardzo dobrze.

Kiedy spieszymy się na lotnisko, posłuchajmy jej.

Ale są takie dni, kiedy przy komunikacie:

„Znaleziono trasę szybszą o 37 minut”

należy zrobić coś, czego algorytm prawdopodobnie nigdy w pełni nie zrozumie.

Nacisnąć:

„Nie, dziękuję.”

Bo jeśli jedziemy tylko po to, żeby dotrzeć szybciej, droga jest stratą czasu.

Jeśli jedziemy dla samej drogi, czas przestaje być stratą.

I chyba właśnie po to nadal warto mieć samochody, którymi chce się po prostu gdzieś pojechać.

Nawet jeśli nawigacja uważa, że wybraliśmy źle.

PRAKTYCZNIE, ZANIM WYRUSZYMY

Wszystkie wysokie trasy alpejskie trzeba traktować sezonowo. Grossglockner, Furka, Stelvio i Nockalm są zamykane zimą, a konkretne terminy zmieniają się zależnie od śniegu i pogody. Wysokie przełęcze potrafią zostać czasowo zamknięte nawet w sezonie, dlatego sprawdzamy status drogi tego samego dnia, a nie tydzień wcześniej. Stelvio może pozostawać zamknięte nawet do czerwca, Furka standardowo działa mniej więcej od czerwca do października, a Grossglockner i Nockalm mają własne sezonowe godziny wjazdu. 7

I nie planowałbym wszystkich pięciu podczas jednej wyprawy.

To jest dokładnie ten rodzaj pomysłu, który świetnie wygląda w Excelu, a fatalnie smakuje po czwartym hotelowym śniadaniu o 6:15.

Droga ma być powodem podróży, nie checklistą.

Dla Autometr z tego tekstu zrobiłbym później osobny, mocno wizualny cykl DROGA. Jedna trasa, jeden dobrze dobrany samochód, fotografie, krótki film, mapa, hotel lub miejsce po drodze i bez udawania przewodnika turystycznego do wszystkiego. Najważniejszym bohaterem każdego odcinka byłaby droga, samochód tylko pozwalałby ją lepiej przeżyć.

Źródła

  1. Prices & opening times
  2. Furka Pass | Switzerland Tourism
  3. The Stelvio Pass Road, Passo Stelvio/Stilfserjoch – Activities and Events in South Tyrol
  4. What are the distances and shifts in altitude involved along the Route des Grandes Alpes®?
  5. Prices and opening hours
  6. Vintage cars on the Nockalm Road in Carinthia
  7. Mountain passes in South Tyrol

O autorze

Artur Jastrzębski

Pisze o rynku, marketingu, technologii i designie. Autor formatu Z prawego fotela, w którym ocenia samochody z perspektywy pasażera.

Wszystkie teksty autora

Czytaj też

Bądź na bieżąco

Najważniejsze testy, opinie i analizy prosto na Twoją skrzynkę.